@szmyrgol.movie

@szmyrgol.movie

O czym mówi Szmyrgol-movie? Mówi o fantastyce, komiksach, grach, jednak najwięcej o kinie. Ja, Szmyrgol, zapraszam do śledzenia bloga.

followers count: 33
followers rank: 0
likes count: 1,606
like rank: 0

Account rate

Mathematical model that shows the popularity of an account relative to others.

Statistics

0
Average likes per post
0
Average comments per post

Photos and videos ratio

0%videos
100%photos

@szmyrgol.movie

Pierwszy oficjalny plakat do filmu aktorskiego Cruella, opowiadającego origin story antagonistki 101 Dalamtyńczków z Emmą Stonę w roli głównej. Wygląda ślicznie, stylowo, z charakterem, ale nie oszukujmy się - w jakiejkolwiek innej wytwórni to mogłoby zapowiadać ciekawy, bardziej odważny film, ale nie w Disneyu. Pamiętam jak promowano film Maleficient (Czarownicę) z Angeliną Jolie, który niby miał być mroczniejszy, pokazywać nowe spojrzenie na ikonicznego złoczyńcę, ale w rezultacie był kolejnym, maksymalnie bezpiecznym, familijnym, kręconym według disneyowskiego schematu produktem. Tak samo będzie tutaj. Przerobią historię w taki sposób, aby z Cruellą dałoby się łatwo sympatyzować, początkowo będzie antybohaterką, ale w kluczowym momencie dozna przemiany i będzie w pełni pozytywną postacią- zupełnie jak w Czarownicy! Ja zakładam, że przez jakiś czas będzie chciała złapać i przerobić 101 dalamtyczńyków w futro, ale w jakiś sposób zrozumie swój błąd, wycofa się, nagle stanie się aktywistką wspierającą bezpieczeństwo zwierząt na świecie i Disney zaserwuje nam aktualne, ekologiczne przesłanie. #Cruella, #Disney, #DisneyPlus, #101Dalmatyńczyków, #EmmaStone, #film, #premiera, #szmyrgolmovie, #szmyrgol, #fanilijny, #animacja, #bajki

@szmyrgol.movie

Zabij to i wyjedź z tego miasta reż. Mariusz Wilczyński, 2019 Zabij to i wyjedź z tego miasta - opus magnum Mariusza Wilczyńskiego, dzieło nad którym pracował 14 lat, wzięło udział w konkursie na festiwalu filmowym Berlinale, oraz otworzyło 20 edycję MFF Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Jest to pierwszy film pełnometrażowy Wilczyńskiego. Po zapoznaniu się z niemal całą twórczością reżysera widzę dokąd on zmierzał. Przez lata szlifował swój styl i eksplorował fascynujące go tematy takie jak historia Polski, postkomunizm, przemijanie, starzenie się, relacja międzypokoleniowa - wszystko to w formie animowanej, przywodzącej na myśl bazgroły w zeszycie, ale pełne metafor i poetyki. Zabij to i wyjedź z tego miasta technicznie jest najbardziej dopracowanym dziełem. Wiele ruchów postaci jest oparta na prawdziwych ludzkich modelach, dostajemy dużo pięknych, skomplikowanych ujęć na panoramę miasta, lub najazdów na postacie. Jednocześnie Wilczyński ciekawie wykorzystuje swój styl - rysunki nałożone są na tle imitującym kawałek brudnopisu - wszystko jest brudne, pogniecione, zlepione taśmą klejącą. Tworzy to unikatowy styl idealnie współgrający z tonem i tematami, które porusza. Głosów postaci użyczyły legendy polskiej kinematografii - Andrzej Wajda, Marek Kondrat, Daniel Olbrychski, Andrzej Chyra, czy Krystyna Janda - wszyscy oni świetnie odgrywają swoje rolę i posiadają bardzo dobre dialogi satyrycznie odnoszące się do polskiej mentalności. Ze wszystkich filmów ten wydaje się najbardziej osobisty. To po części autobiograficzna historia, w której Wilczyński wciela się w samego siebie i opowiada o swoich doświadczeniach, wspomnieniach z najmłodszych lat, ludziach z otoczenia którzy starzeli się i odchodzili. Zabij to i wyjedź z tego miasta nie będzie łatwym seansem dla widzów nie zaznajomionych z twórczością reżysera - jego surowy styl, poetyka i tempo potrafią być ciężkostrawna. Jednak to ważne i unikatowe dzieło dla polskiego kina, którym warto się zapoznać. #MariuszWilczyński, #animacja, #polska, #historia, #kreskówka, #bajkidladorosłych, #PRL, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #ZabijToIWyjedźZTegoMiasta, #KillItAndLeaveThisTown, #PISF, #arthouse,

@szmyrgol.movie

Miłość obnażona / Love exposure reż. Sion Sono, 2009 Wczoraj w ramach Walentynek obejrzałem film z Festiwalu Filmowego Pięciu Smaków - Miłość obnażona, kultowe już dzieło Sion Sono. Miłość obnażona to epicka, trwająca 4 godziny podróż podejmująca tematykę miłości, religijności, wiary, poświęcenia, a jednocześnie amalgamat wszelkich konwencji i tropów popkulturowych. Ostatnio tak piękną mieszankę popkulturową wpisaną w epicką historię romantyczną widziałem w Dzikości Serca Davida Lyncha. Mamy tutaj zarówno historię rodem z Fanny i Aleksander Bergmana, o skomplikowanej relacji syna z ojcem-księdzem, pokucie, rozgrzeszeniu, baśń o poszukiwaniu miłości swojego życia, intrygę z udziałem sekty, biznes porno, exploitation i humor rodem ze pierwszego Dragon Balla. Sion Sono co chwilę skacze od jednego stylu do drugiego, bawi się perspektywą, wprowadza nowe postacie. W każdym innym przypadku wyszedłby z tego bełkot pozbawiony sensu - ale nie tu. Te 4 godziny są wykorzystane z absolutną perfekcją - żadna minuta nie jest zmarnowana. Fabuła jest niesamowicie skomplikowana, ale nie ma najmniejszego problemu z jej śledzeniem, tylko wciąga, ponieważ każdy element jest świetnie podbudowany, rozumiemy jego zastosowanie. Siono tworzy tutaj piękny hołd do całej kultury, zarówno wysokiej, jak i niskiej. Z jednej strony dostajemy tutaj piękną muzykę klasyczną, poetyckie ujęcia plaży i rozważania o Bogu, miłości, a z drugiej strony mamy bohatera cykającego zdjęcia damskim majteczkom za pomocą sztuki walki - i to wszystko do siebie pasuje, ma sens w ramach logiki przedstawionej w filmie. Reżyser ani przez moment nie zapomina o swoich bohaterach, cały czas towarzyszymy im, ich emocjom. Wszyscy są skomplikowani, zmagają się z własnymi traumami. Rozumiemy całkowicie przez co przechodzą i autentycznie przeżywamy. Te 4 godziny pomagają także poczuć większą więź do bohaterów, pod koniec czujemy się jakbyśmy znali ich od lat. #SionSono, #PięćSmaków, #Japonia, #Azja, #romans, #film, #dramat, #komedia, #FestiwalFilmowyPięciuSmaków, #recenzja, #Walentynki, #miłość, #MiłośćObnażona, #LoveExposure, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #kino

@szmyrgol.movie

Zack sobie patrzył na Jokera Todda Phillipsa i powiedział "ja zrobię to lepiej", więc dał Jokera, który też żyje w społeczeństwie... POSTAPO! Jedna z moich ulubionych scen z Batman v Superman była Knightmare, czyli ta dziwna wizja w której Batman żyje w świecie Mad Maxa. Ja wiem, że pojawiała się znikąd i do niczego nie prowadziła (podobnie jak "Lois Lane is the key"), ale sam koncept był tak absurdalny, że aż fantastyczny. Co może być bardziej badass, niż madmaxowy Batman, albo teraz Joker? Właśnie nic! Niech Zack Snyder przebywa ze swoim Justice League, połechta mojego wewnętrznego edgelorda, dostarczy piękne kadry destrukcji i cierpienia. WE LIVE IN A SOCIETY!!! #SnyderCut, #JusticeLeague, #ZackSnyder, #DCFILMS, #HBOMAX, #HBOGO, #BATMAN, #JOKER, #SUPERMAN, #WonderWoman, #LigaSprawiedliwości

@szmyrgol.movie

Dzisiaj jakieś święto zakochanych jest. W takim razie opiszę mój ulubiony ekranowy związek z ostatnich lat - czyli Adora i Catra z serial She-Ra i Księżniczki Mocy. Przez dłuższy czas nie było powiedziane wprost, czy Adora i Catra czują do siebie coś głębszego, ale fani podejrzewali, że coś się między nimi unosi. Przez pewien czas Catadora funkcjonowała jako ship, ale nie było to wcale przypadkowe. Noelle Stevenson od samego początku budowała relację dwójki bohaterek jako coś skomplikowanego i pełne seksualnego napięcia. Od najmłodszych lat przyjaźniły się, wspierały się nawzajem, dzieliły się absolutnie wszystkim. Catra, jako to bardziej porywcza, energiczna i niepewna czuła głęboką zazdrość ilekroć Adora nawiązywała relację z kimś innym. Bo wiedziała, że poza nią nie ma nikogo innego, jest zupełnie samotna i lekceważona przez przełożonych/opiekunów. Bała się najbardziej, że Adora ją porzuci - co się właśnie dzieje na początku serialu. Protagonistka dołączając do Rebelii zdradziła Hordę, oraz Catrę. Całe życie Adora była (nome omen) adorowana przez Hordę, Catra trwała w jej cieniu. To zepchnęło ją na drogę zła i uczyniło skomplikowaną i pełną niuansów antagonistkę przez większość serialu. She-Ra i Księżniczki Mocy opowiada zarówno o epickiej wojnie decydującej o losach Etherii, jak i relacji między Adorą i Catrą - jej próbach ponownego dotarcia do siebie, wzajemnego zrozumienia, wyrażenia głęboko skrywanych emocji. Kiedy lody zostają przełamane, wtedy na jaw wychodzą prawdziwe uczucia jakimi obdarzały się nawzajem, że tak naprawdę one dla siebie są najważniejsze. Prowadzi to do jednego z najbardziej satysfakcjonujących, świetnie podbudowanego wątków miłosnych podsumowanego najpiękniejszym pocałunkiem w całym Netflixie. Tak jak Adora i Catra kochajcie się, pokochajcie samych siebie, trwajcie nie ważne czy z drugą połówką czy sami - bądźcie po prostu szczęśliwi. #SheRa, #Adora, #Catra, #Catadora, #Walentynki, #miłość, #love, #romans, #lgbt, #lesbina, #Netflix, #Valentines

@szmyrgol.movie

Sound of Metal reż. Darius Marder, 2020 To jest z kolei film, który mogę polecić bez wahania. Odkąd widziałem zwiastun, recenzje i nagrody, wiedziałem że to będzie świetne kino. Sound of Metal to historia perkusisty metalowego tracącego słuch. Przez lata największą pasją Rubena była muzyka, którą współdzielił ze swoją dziewczyną, będącą również wokalistką. Obaj zmagali się z ciężką przeszłością pełną uzależnień i samookaleczeń. Przypadłość Rubena zmusza jednak do całkowitych zmian w ich życiu. To historia dostosowywania się do zmian, adaptacji, odcięcia się od przeszłości i otwarcia się na przyszłość. Cała próba życia w społeczności głuchoniemych, uczenia się nowego języka, stylu życia ma sobie w coś duchowego. Ruben nie tylko musi też odnaleźć wewnętrzny spokój, pokonać gniew, zapał i frustrację. Musi nauczyć się żyć z ciszą, umieć usiąść na jednym miejscu i skupić się na jednej, prostej czynności. Sound of Metal zaczyna się głośno, gniewnie, aby zakończyć się w kompletnej ciszy i spokoju, co tworzy piękna klamrę do całej historii, jednocześnie z zakończeniem otwartym na interpretacje. Jedyne co mógłbym zmienić, to jeszcze mniejszą ilość dialogów mówionych w drugiej połowie, jeszcze większe skupienie się na gestach i ciszy. Darius Marder dba tutaj o każdy detal - żadne ujęcie nie jest zmarnowane, zawsze skupia się na jakimś szczególe dodającym coś do historii. Muzyka, dźwięk stanowią integralną część opowiadania historii - w każdym akcie film brzmi inaczej, wyraża stan w jakim jest bohater w swojej podróży. Ale przede wszystkim to fenomenalny występ Riz Ahmeda. Aktor włożył w to dużo pasji, niuansów - każdy jego gest, postawa, drobne zmiany zachodzące w głosie, czy na twarzy - wszystko tutaj dopieszczone tworząc niesamowicie ciekawą, złożoną postać. Jeszcze nie widziałem wszystkich najlepiej ocenianych, nagradzanych filmów z 2020 roku, ale na chwilę obecną Sound of Metal jest jednym z moich faworytów do Oscara. #SoundofMetal, #M2, #RizAhemd, #OliviaCooke, #DariusMarder, #dramat, #romans, #Walentynki, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #Oscars #ZłoteGloby, #Oscary, #GoldenGlobes

@szmyrgol.movie

Czarownica miłości / The Love Witch reż. Anna Biller, 2016 Szukacie seansu na Walentynki w kinie studyjnym, ale macie ochotę na coś dziwniejszego? Być może zachęci Was Czarownica miłości? Pomysł wyjściowy jest świetny - to mocno stylizowany na horrory okultystyczne z lat 60 z feministycznym przekazem. Bohaterką jest młoda, piękna Elaina, która boleśnie przeżyła nieudany związek - od tego czasu postanowiła zaciągnąć się do sabatu czarownic, nauczyć się czarnej magii, aby móc czarami uwodzić każdego mężczyznę jakiego sobie zażyczy. Niestety wszystko ma swoją cenę, a świat nie jest tak piękny jak Elaina sobie wymarzyła. Forma jest największą zaletą Czarownicy miłości - Anna Biller doskonale rozumie kino grozy lat 60, wie jak operować światłem, kolorami, kostiumami, a nawet prowadzić aktorów aby oddać specyficzny klimat tamtych filmów. Wszystko jest dopieszczone o najmniejszy detal i gdyby nie współczesne samochody, czy telefony naprawdę można pomylić to ze starym filmie. Bardzo dobrze wypada Samantha Robinson, która doskonale wie jak udawać styl gry ze starych filmów klasy B - jest teatralna, kiczowata, ale wciąż nie traci swojej zmysłowości i charyzmy. Historia sięga po ciekawe i aktualne motywy, takie jak próba wyzwolenia się, emancypację kobiet, poszukiwanie miłości i akceptacji. Niestety reżyserka nie potrafiła tego przykuć w zgrabny i angażujący scenariusz. Czarownica Miłości ma strasznie nierówne tempo - za dużo przestojów pełnych zbędnych ekspozycji, scen niewiążących się z motywem przewodnim, postaci pobocznych. Motywacja i zachowanie bohaterów często zmienia się o 180 stopni bez wyraźnego powodu, dużo wydarzeń dzieje się poza kadrem. Fabuła zwyczajnie się rozłazi, a seans dłuży się. Chciałbym z czystym sumieniem polecić ten film, szczególnie po obejrzeniu wstępu który wywarł na mnie spore wrażenie, ale nie potrafię. Czarownica miłości nie jest tak dobra jak mogłaby być, ale to wciąż ciekawostka dla fanów klasyki kina grozy i filmów klasy B. #CzarownicaMiłości, #VelvetSpoon, #TheLoveWitch, #horror, #romans, #erotyczny, #Walentyki, #AnnaBiller, #SamanthaRobinson, #sekta, #okultyzm, #czarownice, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #dziwefilmy

@szmyrgol.movie

Jeszcze jest czas / Falling reż. Viggo Mortensen, 2020 Pierwszy film obejrzany w kinie po lockdownie i już udany seans :) Jeszcze jest czas, czyli debiut reżyserki Viggo Mortensena (grającego również jednego z głównych bohaterów) to autorski dramat opowiadający o skomplikowanej relacji syna z zaborczym ojcem chorującym na demencję. W roli ojca wcieliła się Lance Henriksen - bardzo nieoczywisty wybór. Przez całą długą karierę aktor dostawał głównie drugoplanowe role w hitach z lat 80, albo w filmach klasy B - zawsze jednak można było czuć jego potencjał. Mortensen pokazał, że nawet dla aktora w wieku 80 lat jeszcze jest czas. Henriksen w roli konserwatywnego, aroganckiego i zaborczego ojca z demencją jest fantastyczny. To bardzo wyrazista kreacja, pełna szarszy, ale też niuansów, budząca na przemian rozbawienie, jak i frustrację. Naprzeciw stoi jego syn grany przez Mortensena, który stanowi jego przeciwieństwo w każdym aspekcie - jest wyciszony, tolerancyjny, wrażliwy i na dodatek jest gejem (co nie jest najlepiej odbierane przez ojca). Napięta, skomplikowana, pełna tarć relacja tej dwójki jest sednem całego filmu. Zastosowano tutaj prosty, ale sprytny zabieg mający pokazać stan psychiczny ojca, oraz jego relację z rodziną na przestrzeni lat. Chwile w których bohater doznaje zapaści, gubi orientację w miejscu i czasie, dostajemy retrospekcję. Zwykle dzieje się to w odniesieniu o jakiś element otoczenia, odruchy, obyczaje, które mają przełożenie w przeszłości - sprawia to, że jednocześnie płynnie przechodzimy do wspomnień Henriksena, oraz rozumiemy nieco lepiej jego pogrążający się stan. To poruszająca, słodkogorzka historia o odbudowania relacji z toksycznym ojcem w ostatnich latach jego życia. Bolesna i przejmująca próba przełamania lodów i zbliżenia się do człowieka, który przez wszystkie lata przyprawiał wyłącznie nieszczęścia. Polecam obejrzeć - odnoszę wrażenie, że to jest ten typ niezależnego filmu, który jest wystarczająco przystępny dla szerszej widowni oczekującej wzruszającego dramatu z naprawdę dobrym występami aktorskim. #ViggoMortensen, #LanceHenriksen, #Falling, #Jeszczejestczas, #dramat, #kino, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

No to lecimy :) #Kino, #Muza, #KinoMuza, #Poznań, #Jeszczejestczas, #Falling, #film, #lockdown

@szmyrgol.movie

The Haunting of Sharon Tate reż. Daniel Farrands, 2019 The Haunting of Sharon Tate to bezwstydna eksploatacja autentycznej tragedii, próba szybkiego zbicia kasy w momencie w którym temat znów stał się głośny za sprawą zbliżającej się wówczas premiery Pewnego razu w... Hollywood Quentina Tarantino. Film jest amalgamatem gatunkowych tropów i konwencji, które za nic nie łączą się ze sobą i do niczego ciekawego nie prowadzą. Mamy jakiś dziwny zlepek archiwalnych zdjęć prawdziwej Sharon Tate i Rodziny Mansona, rekonstrukcję tamtych wydarzeń utrzymanych w konwencji sztampowego slashera, bełkotliwy dramat psychologiczny i horror z motywem zjawisk nadprzyrodzonych i alternatywnych wymiarów (sic!). Sharon Tate w tej wersji jest jakąś niezrównoważoną psychicznie histeryczką i jednocześnie medium, która non-stop doznaje wizji z udziałem Mansona, swojej śmierci i odkrywa cały spisek. Dodatkowo wprowadzono tutaj jakiś pseudo filozoficzny wątek na temat przeznaczenia. Bohaterowie non-stop prowadzą banalne dysputy, które do niczego nie prowadzą. Znikąd pojawia się komentarz odnośnie konsumpcjonizmu, manipulacji mediów, podprogowych przekazów - po co!? The Haunting of Sharon Tate próbuje być utrzymany w konwencji horroru - mamy wizje, tropy znane ze slasherów, ale wszystko zrealizowane jest koszmarnie. Dostajemy masę okropnych jump scarów - przy zwykłym ujęciu samochodu, czy kobiety przechodzącej. Dużo tutaj kompletnie przypadkowych ujęć, wydłużonych dialogów, zwolnionych ujęć, czy powtarzających się scen - aby wydłużyć metraż do 90 minut. Film miał wyraźnie mikroskopijny budżet i kręcony był pośpiesznie - już w pierwszych 5 minutach można zauważyć 2 razy odbicie kamerzysty, kostiumy i rekwizyty nijak nie przypominają realiów, wszystko bije sztucznością. Podobnie jak aktorzy, którzy grają na jednej nucie - Hillary Duff cały tylko krzyczy i płacze, a oprawcy próbują tylko robić najstraszniejszy minę. Nie ma tutaj żadnego poszanowania dla historii i ofiar tragedii - bez powodu przeinacza fakty, przerabia w tandetny horror. #TheHauntingofSharonTate, #SharonTate, #RomanPolański, #RodzinaMansona, #CharlesManson, #horror, #dramat, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Naprzód / Onward reż. Dan Scanlon, 2020 Pomysł wyjściowy jest naprawdę dobry - bracia starają się za pomocą magii przywrócić do życia zmarłego ojca na jedną dobę. Dodatkowo akcja ma miejsce w typowym świecie baśni, ale w czasach współczesnych, w których baśniowe istoty zapomniały o magii i swoich specjalnych właściwościach. Ten pierwszy pomysł został świetnie wykorzystany - obserwujemy poruszającą historię poznania zmarłego przedwcześnie ojca, zbliżenia się do siebie braci. Sporo tutaj dbałości o szczegóły, niuanse - wiele zaznaczonych motywów powraca, posiada swój pay off i zamyka się w satysfakcjonującą klamrę. Rozwój bohaterów jest naprawdę uroczo i dojrzale potraktowany, a końcowa konkluzja potrafi wzruszyć. Motyw z krainą fantasy za to dosyć średnio wypadł. Fajny jest pomysł z osadzeniem akcji w czasach współczesnych, komentarz o tym jak konformizm, dostęp do technologii osłabił, rozleniwił cywilizację. Problem w tym, że dużo tutaj nieścisłości, naginania reguł tylko w ramach prostych gagów. Jeżeli to jest zaawansowana cywilizacja tworzona przez różne rasy, dlaczego w takim razie architektura, czy środki komunikacji w ogóle nie są dopasowane? Dlaczego wróżki, albo centuary prowadzić muszą pojazdy dostosowane tylko do ludzkich rozmiarów i 1 pary nóg (tym bardziej, że ludzie tu nie istnieją)? Nie jest to tak inteligentnie zaprojektowany świat, jak np: w Zwierzogrodzie. Inna też kwestia, że wizualnie Naprzód prezentuje się dosyć przeciętnie. Samo wykonanie techniczne, animacja postaci jest okej, ale nie ma tutaj niczego wizualnego, co by mogło wywołać wrażenie - żadnej unikatowej formy, dopracowanych kadrów, projektów lokacji czy postaci. Wszystko wygląda zwyczajnie, skromnie, nie widzę jakiejś większej wizji artystycznej, ani tych 175-200 mln budżetu (!). Naprzód to dobra, solidna animacja dla całej rodziny - starszych poruszy fabuła i przedstawienie relacji bohaterów, a młodszych rozbawi prosty humor z udziałem kolorowych stworków. Nie są to jednak wyżyny Pixara. #Pixar, #Disney, #Onward, #Naprzód, #fantasy, #baśń, #animacja, #bajki, #kreskówski, #TomHolland, #ChrisPratt, #film, #kino, #HBOGO, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Nie nadążam z tymi ogłoszeniami castingowymi do serialowego The Last of Us. The Hollywood Reporter podaje, że w Ellie wcieli się Bella Ramsey, którą możecie znać z roli Lyanny Mormont. Kolejny dobry wybór - kto oglądał Grę o Tron, ten wie jaką charyzmę posiadała pasującą w sam raz do Ellie (twardy charakter, wyszczekana, inteligentna). Cieszę się, że aktorka dostała teraz większą rolę, bo już po tamtym krótkim występie było widać że kryje w sobie potencjał. Ciekawe, że obok Pedro Pascala to kolejna gwiazda z Gry o Tron z króciutką, ale bardzo charakterystyczną rolą w obsadzie The Last of Us. To co, to teraz Nikolaj Coster-Waldau w roli Tommy'ego? PS Ten wybór castingowy również został potwierdzony przez Neila Druckmanna. #TheLastofUS,, #HBO, #HBOMax, #serial, #horror, #zombie, #postapo, #gra, #adaptacja, #Playstation, #PedroPascal, #NeilDruckmann, #BellaRamsey, #GraoTron, #GameofThrone, #TLoU

@szmyrgol.movie

Dopiero co pisałem o możliwym angażu Mahershala Aliego do roli Joela, a tu nagle taki zwrot! To największy twist od czasu... I aktu The Last of Us Part II! Deadline podaje, że do roli Joela wybrano już Pedro Pascala - też fajny wybór i (chyba) mniej kontrowersyjny. Ostatnio aktor dostaje dużo ważnych ról w mainstreamowych produkcjach, ale brakowało jednak czegoś poważniejszego, wymagającego większych umiejętności. To fajna okazja, aby się wykazać. Ja wieżę w Pascala i cieszy mnie jego udział. Lepszy wybór niż np: Gerald Butler wybierany przy wielu fan castingach. PS Casting potwierdził sam Neil Druckman. #TheLastofUS, #MahershalaAli, #HBO, #HBOMax, #serial, #horror, #zombie, #postapo, #gra, #adaptacja, #Playstation, #PedroPascal, #Mandalorian, #WonderWoman1984, #NeilDruckmann, #TLoU, #NaughtyDog

@szmyrgol.movie

Internet wybuchnie za 3, 2... 1. Rolę Joela w aktorskim The Last of Us zaproponowano Mahershala Aliemu. Nic nie jest zatwierdzone, równie dobrze mogą nie dojść do porozumienia, ale wstępnie przyznam... to ciekawy wybór. Ali to bardzo dobry aktor, dwukrotny laureat Oscara, więc w roli zgorzkniałego, samotnego przemytnika w średnim wieku, nawiązujego ojcowską relację z osieroconą nastolatką pewnie by się sprawdził. #TheLastofUS, #MahershalaAli, #HBO, #HBOMax, #serial, #horror, #zombie, #postapo, #gra, #adaptacja, #Playstation

@szmyrgol.movie

Velma (ta fajniejsza dziewczyna z gangu Scoobiego) dostanie od HBO MAX swój spin-off opowiadający o jej origin story TYLKO DLA DOROSŁYCH. Nie rozumiem jaki jest sens tworzenia spin-offu, a już tym bardziej origin story postaci ze Scooby-Doo. Co tu można wiele powiedzieć o postaci Velmy zanim trafiła dołączyła do reszty bohaterów? Rozumiem za to w pełni sens Scoobiego-Doo w kategorii R. To najwyższa pora. Przecież od zawsze to był serial parodiujący horrorowe motywy, zawsze uważałem że serial powinien w którymś momencie docisnąć pedał gazu i zrobić z tego pełnoprawny komedio horror w stylu Ash vs Evil Dead - co odcinek to inny horrorowy set up, inne motywy, pełne grozy, dziwności, ale także pełne epatowania obrzydliwością i drastycznością. Albo pójść w pełni horror z faktycznymi zjawiskami naprzyrodoznymi, albo w pastisz w stylu Krzyku czy Cabin in the Wood gdzie świadomie złoczyńcy odtwarzają wszelkie tropy, klisze z horrorów. Byłoby to też fajnym rozwojem serii, dostosowaniem się do wieku widzów którzy oglądali Scooby-Doo w dzieciństwie. #ScoobyDoo, #HBOMAX, #HBO, #WarnerBros, #animacja, #kreskówka, #bajki, #CartoonNetwork, #HannaBarbera

@szmyrgol.movie

Atomówki, superbohaterki naszego dzieciństwa doczekają się serialu live action od stacji CW. Zamówiono już odcinek pilotażowy. Ma to być poniekąd kontynuacja kreskówki, opowiadająca o dorosłym życiu Atomówek. Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. Atomówki są już dogorywającą marką, wersja z 2016 powszechnie jest mieszana z błotem. Adaptacje live action kreskówek też nienajlepiej sobie radzą, szczególnie jeżeli są to jakieś tanie, telewizyjne, czy straight to video produkcje (pamiętacie Ben 10 live action, albo Przygody Timmy'ego?). Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek w studiu traktował to poważnie, raczej szybkie odcinanie kuponów póki są jeszcze widzowie pamiętający kreskówkę Cartoon Network. CW nie jest stacją oferującą jakościowy kontent, będzie to raczej kolejny, tani serial superhero. A Atomówki oferowały tyle dziwnych konceptów, których nie da się przenieść w live action bez sensownej wizji i budżetu. Gadający zielony szympans z wystającym mózgiem, diabeł z szczypcami który jest tranwestytą, czy redneck pokrty różowym futrem i z czółkami - to esencja Atomówek. Trudno mi to jakkolwiek wyobrazić sobie w wersji live action. #Atomówki, #CW, #PowerpuffGirls, #kreskówka, #bajki, #animacja, #superhero, #superbohaterowie, #CartoonNetwork, #CW

@szmyrgol.movie

Disney zamknęło studio Blue Sky odpowiedzialne dotychczas za serię Epoka Lodowcowa, Rio, ale też Tajni i fajni, Fernando, czy Roboty. Wielu już zdążyło wylać jad na Disneya niszczącego wszystko co popadnie, ale spójrzmy na to z dystansem. Przez lata Blue Sky Studio doiło Epokę Lodowcową z czego każda kolejna część zarabiała coraz gorzej i zbierała coraz gorsze recenzje. Tajni i fajni przeszli kompletnie bez echa i wtopili pieniądze. Niewiele produkowali animacji, a to co wypuścili nie było niczym wybitnym i tylko czasami przynosiło większe pieniądze. A jako że mamy teraz ciężkie czasy, Disney stracił masę pieniędzy na brak kinowych premier oraz zamkniętych parkach rozrywki, więc musi podejmować radykalne środki. Na pocieszenie zapewniano, że ludzie którzy wcześniej pracowali dla Blue Sky zostaną zatrudnieni przez Disneya. PS Jeżeli ktoś przejmuje się, czy wróci jeszcze Epoka Lodowcowa, Rio, czy Fernando, nie musi się martwić - Disney ma prawa do wszystkich marek Blue Sky i zwyczajnie może sam je wyprodukować. #Disney, #BlueSky, #IceAge, #EpokaLodowcowa, #Rio, #animacja, #bajki, #kreskówka, #szmyrgolmovie, #szmyrgol

@szmyrgol.movie

Jared Leto jako Joker w Lidze Sprawiedliwości Zacka Snydera. Faktycznie wygląda inaczej i zwyczajnie lepiej. Pozbyto się w końcu idiotycznych tatuaży, zdjęto łańcuchy, nie eksponuje muskulatury - teraz faktycznie wygląda jak groźny psychopata. Szkoda, że wszystko wskazuje na to, że to będzie malutka rólka jak przy Legionie Samobójców - pojawi się na parę minut i tyle będzie po Jaredzie Leto. A chciałbym, aby w końcu mógłby się wykazać - dostać większą, poważniejszą rolę, bo to wciąż utalentowany aktor który mógłby być dobrym Jokerem. #Joker, #JaredLeto, #SuicideSquad, #JusticeLeague, #ZackSnyder, #SnyderCut, #HBOMAX, #HBO, #DC, #DCFILMS, #DCCOMICS, #superhero, #superbohaterowie, #LigaSprawiedliwości, #Batman

@szmyrgol.movie

Mortal Kombat Legends: Scorpion's Revenge reż. Ethan Spaulding, 2020 Kiedy usłyszałem o najnowszej animacji ze świata Mortal Kombat skupiającej się na historii Scorpiona, byłem podekscytowany. Mój ulubiony wojownik w końcu dostanie własny film? Na dodatek pierwszy filmowy Mortal Kombat z kategorią R? Brzmi jak spełnienie marzeń! Początek jest naprawdę obiecujący - obserwujemy origin story Scorpiona, sceny akcji są ładnie zaanimowane, jest dużo absurdalnej przemocy (i naprawdę fajnie oddane X-Ray). Jednak po prologu Scorpion znika na dłuższy czas i dostajemy fabułę klasycznego Mortal Kombat. Jeżeli ktoś po prostu oczekuje fanserwisu i dużej ilości walk - dostanie to. Akcji jest niemal non-stop, a krew leje się strumieniami. Fajnie wypadł Johnny Cage, potrafi kilka razy rozbawić i posiada spoko relację z Sonyą Blade. Niestety cała reszta wypada gorzej. Pojawia się masa niepotrzebnych wątków, gościnnych występów i zapowiedzi, przez co historia Scorpiona czy turnieju rozmywa się. Wszystkiego jest za dużo, a przez co nic nie wybrzmiewa wystarczająco dobrze. Liu Kang jest tutaj kompletnie nijaki i zbędny, Kitana tym bardziej, a Kano nie ma nawet relacji z Sonyą itd. Wątek Scorpiona jest ciekawy, ale dostajemy go zdecydowanie za mało. Rzadko się pojawia, przez połowę czasu śledzimy wydarzenia które w ogóle go nie dotyczą. W finale Scorpion nagle staje się kluczową postacią, rozwiązuje wszystkie problemy, co zwyczajnie nie pasuje ani do tej postaci, ani historii. Nie przeszkadzają mi zmiany, tylko brak konsekwencji - nie jest to do końca historia Scorpiona, ani pierwszego Mortal Kombat. #MortalKombat, #MortalKombatLegends, #MK, #animacja, #kreskówka, #bajkidladorosłych, #WarnerBros, #WB, #akcja, #sztukiwalki, #przemoc, #gore, #nostalgia, #lata90, #gra, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Kolejna legenda kina opuściła nas. Christopher Plummer zmarł w wieku 91 lat. Wielka strata, ale jednocześnie trochę ciepło mi na sercu jak pomyślę jak wyglądały jego ostatnie lata- cały czas był aktywny zawodowo, grywał w pierwszoligowych filmach, w 2018 zgarnął Oscara za Wszystkie pieniądze świata, a rok później pojawił się w powszechnie chwalonym i nagradzanym Na noże. Dożył też do naprawdę dobrego wieku. Spoczywaj w pokoju Plummer :( #ChristopherPlummer, #KnivesOut, #Nanoże, #Wszystkiepieniądzeświata, #AlltheMoneyintheWorld, #aktor, #kino, #film, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Malcolm i Marie reż. Sam Levinson, 2021 Malcolm i Marie podobnie jak ostatnie odsłony Euforii jest bardzo kameralnym filmem opartym wyłącznie na dialogu w jednym pomieszczeniu. Obserwujemy tylko dwójkę ludzi, ale zagranych przez wielkie i wciąż wschodzące gwiazdy, czyli Zendayę i Johna Davida Washingtona. Film przywodzi na myśl trylogię Richarda Linklatera - stanowi wnikliwą, intelektualną analizę życia w związku i wiwisekcję dwóch, bardzo silnych charakterów które się przyciągają i odpychają. Mamy Malcolma - reżysera-artystę, oraz Marie - jego muzę. Obaj teoretycznie świętują w domu premierę najnowszego filmu stanowiącego opus magnum Malcolma, jednak szybko okazuje się że bohaterowie kryją żale, które właśnie wychodzą na jaw. Levinson tworzy tutaj paralelę między sobą, a głównym bohaterem. W obu przypadkach mówimy o młodych, ambitnych reżyserach, którzy stworzyli wiekopomne dzieło zainspirowane bolesnymi doświadczeniami z udziałem narkotyków (i obaj sporo zawdzięczają Zendayi). W postaci Malcolma rozlicza się ze swojego ego, swoich wielkich ambicji, które mogły się na nim odbić. To także wywód nad największą miłością, jaką jest kino/Marie. Levinson/Malcolm krytykuje współczesne podejście do odbierania filmów, nalepianie etykiety twórcy w zależności od jego pochodzenia, dopatrywanie się upolitycznienia, przesłania mijającego się z wizją autora. To także osobista, wręcz intymna dyskusja kochanków, ich skrywanych frustracji i żali. Mamy do czynienia ze skomplikowaną historią dwójki ludzi, którzy w jakimś stopniu pomogli sobie w kluczowym momencie, ale nie wyrazili dostatecznej wdzięczności, skruchy, lub szczerości. Dialog śledzi się fantastycznie dzięki świetnym rolom Zendayi i Washington. Dialogi są niezwykle porywające, pełne emocji, komentarza autora. Na przemian przechodzimy od kłótni, czystej frustracji, po miłosne uniesienie i zwykłe igraszki. A to wszystko pięknie sfilmowane w czerni i bieli w 35 mm taśmie tworzący śliczny kontrast. #MalcolmandMarie, #MalcolmiMarie, #JohnDavidWashington, #Zendaya, #Netflix, #SamLevinson, #Euforia, #dramat, #melodramat, #miłosny, #arthouse, #ambitne, #kino, #film, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

#covid, #covid19, #lockdown, #polskiekina, #kino, #kultura, #teate, #12lutego, #otwarte, #szmyrgolmovie, #szmyrgol, #film

@szmyrgol.movie

Od dłuższego czasu śledzę regularnie box office filmu Krudowie 2: Nowa era. Nie widziałem jedynki, kompletnie mnie ona nie interesuje, podobnie dwójka jako film, ale gorąco kibicuję jej - bo to jeden z bardzo nielicznych filmów z czasów pandemii, który zarabia sensowne pieniądze w kinach. Krudowie 2 przy budżecie 65 mln zarobili już 144 i pół mln, czyli można już mówić o wyjściu na zero. Nie znam dokładnych liczb, ale też ponoć na vod film radzi sobie dobrze, więc możemy mówić nawet o kasowym sukcesie. Kibicuję każdemu filmowi, który jest w stanie utrzymać się w czasach pandemii - nie ważne czy jakościowo jest dobry, czy w moim guście, ale w jakimś minimalnym stopniu pomaga utrzymać branżę filmową. Ludzie którzy pracowali przy tym projekcie zarabiają pieniądze, kina zarabiają na tym pieniądze, a to daje szanse na inne produkcje, które mnie bardziej by interesowały. PS Ciekawe, że w czasach pandemii, najlepiej sobie radzą familijne produkcje. Innymi filmami z hybrydową dystrybucją, które nieźle sobie radziły były jeszcze Trolle 2 i Scooby-Doo. Co pokazuje wyraźnie, że najchętniej do kin wciąż chodzą rodziny z dziećmi. Też mówimy o animacjach pochodzących z dużych wytwórni, ale nie posiadających wygórowanych budżetów w okolicach 65-90 mln. Trafiają one najlepiej w złoty środek - są wystarczająco mainstreamowe, aby zainteresować rodziny z dziećmi, ale też nie na tyle kosztowne, aby wymagały miliardowych przychodów. Dlatego też Wonder Woman 1984 nie ma szans na sukces kasowy, podobnie jak wcześniej Mulan. #boxoffice, #Krudowie, #TheCroods, #TheCroodsANewAge, #animacja, #Dreamworks, #bajka, #familijny, #dladzieci, #kino, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Mortal Kombat 11 jest mocno nastawiony na griding. Jeśli chcesz odblokować skórki, fatality, artefakty, czy szkice koncepcyjne, musisz dużo grać, wielokrotnie przechodzić wieże, aby zarabiać walutę za którą odblokujesz loot boxy w Krypcie. Przypadkowo, przed rozpoczęciem rozgrywki nacisnąłem □ i z zaczęło się coś dziwnego - gra zaczęła sama grać! Na dodatek naprawdę dobrze. Okazuje się, że □ aktywuje tryb SI. Więc jeżeli nie masz czasu, albo ochoty grindować godzinami, wystarczy odpalić dowolną wieżę w trybie SI i jest 90% szansy, że komputer za Ciebie odwali robotę (rzadko kiedy przegrywa walkę). Mało tego. Na początku każda postać ma tylko 1 fatality, drugie można odblokować albo zbierając loot boxy i licząc na szczęśliwy traf, albo po prostu zostawić wszystko SI, które samo wykona za Ciebie drugie fatality tym samym je odblokowując. To także fajne rozwiązanie dla kogoś, kto chce odblokować wszystkie zakończenia wszystkich postaci, nawet tych którymi nie umie/nie lubi grać. Poza tym, to bardzo łatwa opcja, aby SI za Ciebie odblokowało mnóstwo trofeów. #MortalKombat, #nostalgia, #gry, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation4, #XboxOne, #NeatherRealm, #akcja, #gore, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #MK11

@szmyrgol.movie

Niedawno z kolegą urządziliśmy sobie maraton trylogii Pusher, być może najciekawszego projektu w dorobku Nicolasa Windinga Refna. Pierwszy Pusher z 1996 roku był jednocześnie debiutem reżyserskim Refna i aktorskim Madsa Mikkelsena (a przynajmniej w kinowym). Bardzo ciekawie ogląda się to z dzisiejszej perspektywy, wiedząc jak rozwinęła się później ich kariera. Trylogia Pusher świetnie nadaje się do maratonu. Wszystkie części są jednocześnie bardzo spójne ze sobą, posiadają wątki które ładnie zazębiają się, a jednocześnie każda jest zamkniętą całością z własną historią i dostarczająca nieco innych wrażeń. Jedynka przypomina filmy braci Safdie - bohater przez cały film próbuje spłacić dług, ułożyć życie ze swoją partnerką wpadając w coraz większe tarapaty. Dwójka jest bardziej powolna, dojrzała i osobista - poznajemy losy skinheada (Mikkelsen), który próbuje zbliżyć się do swojego ojca, jednocześnie samemu dojrzeć do roli ojca. Trójka zmierza w odwrotnym kierunku - jest o podstarzałym bossie mafii, który obchodzi urodziny dorosłej córki, próbuje się ustatkować ale okoliczności zmuszają go do sięgnięcia radykalnych środków. Każdy z filmów posiada wątek zadłużenia, łączenia narkotycznych interesów z rodziną. Widzimy tutaj zalążki wątków, na których Refn będzie się skupiał - toksyczna relacja rodziców z dziećmi, bohaterowie prowadzący samotnie krucjatę. Jednocześnie w Pusherze widać dużo większą skromność i szczerość. Bohaterowie to nie chodzące symbole, tylko ludzie z krwi i kości - mają więcej niuansów, budzą większą sympatię. Obrazy nie są już tak wymuskane, ale dzięki temu jest w nich więcej luzu, swobody. Jednocześnie mamy tutaj miejsce na humor, pastisz. Seria Pusher praktycznie w ogóle się nie zestarzała i do dziś robi wielkie wrażenie. Forma do dziś potrafi zrobić wrażenie, wszystkie historie wciągają, a bohaterowie (szczególnie w 2 i 3) posiadają niesamowitą charyzmę, oraz masę niuansów. #Pusher, #NicolasWindingRefn, #KimBodina, #gangsterskie, #mafia, #gagnsta, #kryminalny, #sensacyjny, #Dealer, #narkotyki, #Dania, #kinoeuropejskie, #kinoskandynawskie, #klasyk, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Głębia strachu / Underwater reż. William Eubank, 2020 Film alienopodobny z elementami lovecraftowskimi - w zasadzie to wszystko, co mogę napisać o Głębi strachu. Jednocześnie to wystarczyło, aby po mimo wielu wad film oglądało mi się całkiem przyjemnie. Głębia strachu to (nomen omen) płytki film - w żadnym momencie nie próbuje wyjść poza schemat, zagłębić się w jakikolwiek aspekt. Fabuła powiela tropy z Obcego, nie ma tutaj żadnego twistu. Bohaterowie są płascy, nie ma tu żadnego character arcu, ani budowania relacji. Podobnie zresztą jak potwory, o których niczego się nie dowiadujemy. Widać, że za projektem nie stał nikt z wizją, brakuje jakiegoś autorskiego sznytu. Jednocześnie - jak pisałem na początku - oglądało mi się przyjemnie, bo mam zwyczajnie słabość do tego typu kina. Lubię od czasu do czasu obejrzeć coś, co przypomina mi mój ulubiony film. A przy tym Głębia strachu jest całkiem spoko zrealizowana, posiada niezłe zdjęcia, scenografię, efekty specjalne, czy obsadą. Nie rozwija psychologii postaci, ani żadnych dodatkowych wątków, ale dzięki temu też posiada relatywnie szybkie tempo - film zaczyna się hitchcockowskim trzęsieniem ziemi (też dosłownie), od początku do końca istnieje jakieś poczucie zagrożenia. Fani Lovecrafta zapomnieć mogą o motywie szaleństwa, mitologii, czy jakiekolwiek filozofii, ale dostaną w trzecim akcie Cthulhu w roli final bossa. To nie jest ten sam Kapłan Przedwiecznych co w książce, a po prostu jakiś wyrośnięty potwór wyglądający jak on, ale wciąż - możliwość zobaczenia go w wysokobudżetowym filmie wywołała we mnie ciarki. Nie ma tutaj za wiele do pisania. To spoko, alienopodobny horrorek bez większej treści. W sam raz na sobotni wieczór w gronie znajomych. #Underwater, #KristenStewart, #VincentCassel, #TJMiller, #horror, #GłęgbiaStrachu, #Alien, #Obcy, #Lovecraft, #Cthulhu, #ocean, #głębia, #monstermovie, #potwory, #Fox,, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #CanalPlus

@szmyrgol.movie

Reżyserska wersja Justice League jednak nie będzie miniserialem, ale 4-godzinnym filmem. Coś tam pobąkiwuje się o kinowej premierze, więc miałoby to jakieś uzasadnienie. Ale kurcze, 4 godzinny seans... #ReleaseSnyderCut, #SnyderCut, #JusticeLeague, #LigaSprawiedliwości, #DC, #DCFILMS, #ZackSnyder

@szmyrgol.movie

Nowe zdjęcia z filmu Godzilla vs Kong. Prawdę mówiąc to po prostu nowe ujęcia z tej samej sceny, ale wciąż - każda sekunda, każde ujęcie potworów z Monsterverse jest tego warte ❤ #HBOMAX, #WarnerBros, #Godzilla, #Kong, #KingKong, #GodzillavsKong, #Legendary, #blockbuster, #monstermovie, #Monsterverse, #akcja, #katastroficzny, #film, #kino, #premiera

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 9 Było filmowe Mortal Kombat uważane powszechnie za najlepszą adaptację gry, a 2 lata później powstało Mortal Kombat 2: Unicestwienie uważane z kolei za najgorszą adaptację gry. Na papierze wszystko wydaje się na miejscu. John R. Leonetti próbuje powtórzyć sukces Paula W. S. Andersona niby tymi samymi środkami - fabuła to naturalnie adaptacja 2 i 3, masa postaci z gier z własnym wyglądem i umiejętnościami, dużo akcji. Wszystkiego jest więcej i mocniej. Ale całości brakuje jakiegokolwiek sensu, porządku i szacunku do materiału źródłowego. W jedynce postarano się, aby każda postać miała charakter z gier, zrozumiały wątek, albo wystarczająco czasu ekranowego. Tu ciągle znikąd ktoś się pojawia, bez jakiegokolwiek powodu i znika. Albo jest masa bezsensownych zmian względem gier - Jade po stronie zła, czy Shinnok (w ogóle nie przypominający siebie) ojcem Shao Khana i Raidena. Fabuła Mortal Kombat 2 gna na złamanie karku - postacie wykonują randomowe czynności bez jakiejkolwiek motywacji, wątki się urywają, albo niczemu nie służą. W jedynce zdarzały się podobne fuck upy, ale było tego mniej i dawały pretekst do fajnych scen akcji. Tutaj sceny akcji w większości są strasznie obciachowe - bohaterowie poruszają się niezręcznie, dużo cięć, skaczą bez powodu w kółko areny. Efekty specjalne w jedynce były mieszane. Mieliśmy fatalnie wyglądającego Reptilea w CGI, ale też świetnie wyglądającego animatronicznego Goro. Tutaj większość filmu to Reptile w CGI - cały czas widać green screen przenikający przez sylwetki aktorów, znikąd pojawiają się randomowe, 8-bitowe potwory. Zdarzają się jednak małe przebłyski. Podobał mi się Jax i jego wygląd. Fajne kostiumy i sceny akcji dostali Cyrax, Smoke, Sube-Zero i Scorpion. Oglądając Mortal Kombat 2: Unicestwienie jednocześnie śmiałem się do rozpuku z wszechobecnego kiczu, nieudolności i idiotyzmu, ale z drugiej strony było mi trochę smutno, że tak fajny film nie dostał lepszego sequela. #MortalKombat, #nostalgia, #film, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation, #Midway, #akcja, #gore, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #recenzja, #sztukiwalki, #złyfilm, #kinoklasyB, #kicz

@szmyrgol.movie

Neonomicon aut. Alan Moore i Jacen Burrrows, 2010 Wyobraźcie sobie Milczenie owiec, lub filmy Davida Finchera w świecie Lovecrafta - tak w uproszczeniu można opisać Neonomicon, komiks Alana Moore będący hołdem dla Samotnika z Providence. Intryga wciąga od samego początku - dostajemy zwroty akcji, ciekawą fabułę, akcję, przemoc i horror. Alan Moore to niezwykle inteligentny pisarz, który bardzo szczegółowo podchodzi do tematu. Mamy tutaj masę interesujących niuansów, paraleli z książkami, lub z samą biografią Lovecrafta. Mamy tutaj zalążki rozliczenia się z pisarzem, które rozwinął w serii Providence. W Neonomicon mamy motyw rasizmu, ksenofobii, jednak najbardziej prominentny jest motyw seksu - zaczynając od przypadłości głównej bohaterki, oprawcy, rytuałów sekty i kończąc symbolice mitologii Lovecrafta. Moore pokazuje pisarza jako człowieka pełnego frustracji, kompleksów, rządz które tłamsił w życiu osobistym, ale realizował w swojej twórczości. Neonomicon świetnie działa zarówno jako historia kryminalna, jak i analiza Lovecrafta. Moore i Burrows tworzą tutaj tak gęsty klimat, że można go kroić nożem. Uporządkowane, szczegółowe kadry z śliczną paletą barw fantastycznie oddają atmosferę powieści. Autorzy mają też gdzieś jakąkolwiek cenzurę i polityczną poprawność, dostarczając nam komiks epatujący skrajną, naturalistyczną przemocą i pornografią. Seks tutaj jest pokazany dokładnie tak, jak widział go Lovecraft - jako coś obrzydliwego, nienaturalnego, przywodzącego na myśl koszmarne wizje z jego opowiadań. Panowie też dobrze zrozumieli motyw szaleństwa, czy też raczej oświecenia z opowiadań Lovecrafta. Obłęd jest tak naprawdę wspięciem się na wyższy stan egzystencji, porzucenie przyziemnego rozumowania i dostrzegania nowych warstw rzeczywistości. Szaleństwa, połączonego z wizjami po narkotykach i hipnozie - co świetnie oddano zarówno w dialogach, jak i kadrach. Kolejny świetny komiks jaki ostatnio czytałem. Polecam go bardziej fanom Lovecrafta, ponieważ oni najwięcej wyniosą z wszelkich aluzji i odniesień. #Lovecraft, #HPLovecraft, #horror, #komiks, #AlanMoore, #JacenBurrows, #Providence, #Neonomicon, #Cthulhu, #thriller, #fantastyka, #Egmont, #ŚwiatKomiksów

@szmyrgol.movie

O nie, znowu przenieśli mój najbardziej oczekiwany film. Tym razem na... wcześniej? Z 21 maja na 26 marca 2021 roku w kinach i HBO Max. Teoretycznie powinienem się cieszyć, ale budzi to pewne wątpliwości. Widzimy jak kiepsko zarabia Wonder Woman 1984, kontynuacja wielkiego hitu, który zarobił dużo więcej niż jakikolwiek film z Godzillą lub Kongiem. Naprawdę nie wydaje mi się, aby sytuacja w kinach miała do tego czasu mocno się poprawić. Sytuacja jest jeszcze na tyle nie pewna, że być może w marcu kina znowu zostaną zamknięte. Ostatnia kwestia - jeżeli Warner, mimo oferowanych pieniędzy Netflixa, konfliktów ze studiem Legendary, decyduje się na tak wczesną premierę hybrydową, to najwyraźniej już ma gdzieś ten film i nie wiąże z nim wielkich nadziei- a to oznacza, że Godzilla vs Kong może być kiepski i pogrzebie do końca plany na przyszłość Monsterverse :( #HBOMAX, #WarnerBros, #Godzilla, #Kong, #KingKong, #GodzillavsKong, #Legendary, #blockbuster, #monstermovie, #Monsterverse, #akcja, #katastroficzny, #film, #kino, #premiera

@szmyrgol.movie

MORTAL KOMBAT!!! Dzisiaj nie zdołam odświeżyć sobie i omówić Mortal Kombat 2: Unicestwienie w ramach mojej retrospektywy (ale płyta DVD już gotowa). Ale co z tego, skoro dostaliśmy pierwsze zdjęcia promocyjne nadchodzącego Mortal Kombat. Toasty! Od siebie napiszę, że wygląda to na razie spoko. Tak jak można było się w sumie spodziewać po współczesnej adaptacji Mortal Kombat - nie będzie to najdroższy film, raczej spróbują trochę poważniej podejść do tematu, ale wszystko jest na miejscu. Bohaterowie wyglądają dokładnie jak w grze. Jak na miniaturce widać - Liu Kang włada ogniem, Kung Lao ma swój kapelusz, Jax posiada mechaniczne ramiona, Sub-Zero niebieską maskę i kriogeniczne moce, jest Sonya. Ciekawostką jest zdjęcie Hiroyuki Sanady (odtwórcy Scorpiona) bez maski (chyba umierającego), oraz Kano z świeżo okaleczoną twarzą, więc możemy liczyć na jakieś origin story niektórych wojowników. #MortalKombat, #reboot, #film, #adaptacja, #akcja, #fantasy, #sztukiwalki, #kino, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #enterteimentweekly

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 8 Dobra, teraz będzie prawdziwa nowość - dodatek fabularny do Mortal Kombat 11, Nastęstwa. Dodatek pojawił się niespodziewanie i wywołał trochę kontrowersji - oferował co prawda fajną kampanię na 3 godziny, paru nowych wojowników, skórki i areny z opcjonalnym stage fatality za 170 zł! Dlatego właśnie czekałem na wydanie Ultimate Edition, aby cieszyć się Mortalem w pełnej wersji w sensownej cenie. Pojawią się drobne spojlery, więc uprzedzam. Dodatek jest przede wszystkim hołdem dla postaci Shang Tsunga, którego nie było w podstawowej wersji 11, ani w Mortal Kombat X. Cała kampania kręci się wokół niego, jego wielkiego powrotu. Przypomina, że do dziś to najlepszy złoczyńca całej serii - najbardziej charyzmatyczny, inteligentny i posiadający najlepszą prezencję. Mało tego, głosu i twarzy postaci użyczył sam Cary-Hiroyuki Tagawa, czyli odtwórca Shang Tsunga z filmu Mortal Kombat z 1995! Można wiele zarzucić obsadzie filmu Paula W. S. Andersona, ale na pewno nie roli Tagawy, który wypadł naprawdę świetnie. Inną ciekawostką nowej kampanii, jest że to poniekąd alternatywna wersja wydarzeń z 11, ale z triumfem sił zła. Bynajmniej nie Kroniki (bo ona jest dosyć płaską postacią), tylko klasycznej trójcy czyli Shang Tsunga, Shao Khana i Sindel, którzy robią wielki come back, zamiatają wszystkich bohaterów i zgarniając co swoje. Zawsze dobrze jest być złym, szczególnie po tym jak bohaterowie w swojej linii odnieśli taki triumf. Podoba mi się, że ostateczny pojedynek rozgrywka się między Shang Tsungiem, a Liu Kangiem, niczym w pierwszym Mortal Kombat. Mało tego, możemy wybrać zakończenie w finale- dobre lub złe. Mamy więc albo ostateczny hołd dla czarnoksiężnika, albo rozwinięcie zakończenia z Mortal Kombat 11, być może zapowiadające fabułę części 12? Dodatek polecam, bo już staniał o jakąś połowę. Dostarcza fajną fabułę, pełną ciekawych zwrotów i nowych bohaterów. #MortalKombat, #nostalgia, #gry, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation4, #XboxOne, #NeatherRealm, #akcja, #gore, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #MK11, #Aftermath, #DLC

@szmyrgol.movie

Moon Knight aut. Jeff Lemire, Greg Smallwood, 2016 W Polsce wydano tylko 3 tomy Moon Knighta z Marvel Now! i wydanie zbiorcze Moon Knighta z Marvel Now! 2.0, ale pomimo tego czułem, że odbyłem wielką podróż z tym bohaterem. Poprzednie komiksy pokazywały Moon Knighta jako bardziej stukniętego Batmana z uniwersum Marvela. To małe arcydzieło dokonuje niesamowitej wiwisekcji Marca Spectora. To komiks, który aspirować może do sztuki. Robi to, co Alan Moore, czy Frank Miller w swoich najlepszych czasach - dostajemy niesamowitą, eksperymentalną dekonstrukcję bohatera, wielki portret psychologiczny człowieka cierpiącego na schizofrenię. Wszystko pokazane bardzo dojrzale, z wyczuciem i wrażliwością Moon Knighta to podróż w głąb psychiki bohatera - pełen zawiłości, wieloznaczności, miejsca do interpretacji. Ani przez moment nie możemy być pewni, co w ogóle jest prawdziwe. Non-stop dostajemy tropy wskazujące na historię superbohatera i na majaki szaleńca, dostajemy badtripowe wizje eksperymentujące z kadrami, kolorami. Ilustracje wypadają fantastycznie. Normalnie nie lubię, kiedy rysownicy zmieniają się z zeszytu na zeszyt, ale tutaj jest to świetnie wytłumaczone - obserwujemy historię z perspektywy różnych osobowości Moon Knighta, każdy z nich widzi świat inaczej i żyje w innej konwencji. Zamienia się to nie tylko w podróż w głąb bohatera, ale nawet w historię komiksu szeroko rozumianego. Dostajemy tu i pulpowe superhero, kryminał noir, space operę, a nawet komentarz do kina superbohaterskiego - każdy segment czyta się jak inny komiks, ale jednocześnie czuć w tym spójność i wciąga. Polecam absolutnie. Jeden z najlepszych komiksów Marvela jaki czytałem. Razem z poprzednimi zeszytami tworzą niesamowitą sagę łączącą superhero z psychologią, rozrywkę ze sztuką. #Marvel, #MarvelNow, #Egmont, #komiks, #MoonKnight, #superhero, #superbohaterowie, #psychologia, #szaleństwo, #schizofrenia, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 7 Test your might, test your might, MORTAL KOMBAAAT!!! Filmowe Mortal Kombat - wielu krytyków może się śmiać z jego kiczu, naiwności, kiepskiej gry aktorskiej, czy efektów specjalnych, ale bez wątpienia odcisnęło duże piętno na markę Mortal Kombat i adaptacje gier video. Wielu uważa dzieło Paula W.S. Andersona za najlepszą adaptację gry i naprawdę trudno się temu dziwić. Twórcy mieli wiele problemów - narzuconą kategorię PG-13, ograniczony budżet, ale spróbowali stworzyć jak najlepsze Mortal Kombat jak tylko się dało. Miłość do gier widać na każdym polu. Mamy historię wiernie przeniesioną z jedynki, wszystkich wojowników (plus paru z dwójki), każdy z nich ma swój czas ekranowy, wiernie oddany wygląd, czy zestaw umiejętności. Wykorzystano masę efektów dźwiękowych z gier, cytatów, wiele ujęć imituje perspektywę klasycznych bijatyki. Mimo braku krwi, czuć w tym Mortal Kombat. Udało się jakoś przenieść elementy i wątki z gier w ramach prostego, klasycznego filmu o sztukach walki. To w dużej mierze Wejście Smoka, ale tworzone na miarę lat 90 - z supermocami, muzyką techno (rewelacyjną!) i Christopherem Lambertem. Udało się nadać fabule jakąś konstrukcję i story arci dla postaci, więc można to śledzić nawet nie znając gier. Cała historia traktuje się z należytym dystansem, łącząc powagę z humorem. Jest tona akcji i fanserwisu, nie można się nudzić ani przez minutę. Filmowe Mortal Kombat było na swoje czasy wielkich hitem i samo wpłynęło na przyszłe gry. Australijskie pochodzenie Kano, niektóre kostiumy, czy miłosne wątki konsekwentnie pojawiają się do dziś. Część aktorów wróciła do swoich ról w grach oddając głosy, lub twarze. Dzięki temu nawet fani współczesnych części odnajdą się w tym filmie sprzed 26 lat. Warto przypomnieć sobie ten relikt lat 90, dostępne od niedawna na Netflixie. #MortalKombat, #nostalgia, #film, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation, #Midway, #akcja, #gore, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #recenzja, #ChristopherLambert, #sztukiwalki

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 6 (część 2) Story Mode w Mortal Kombat 11. Kampania fabularna w bijatykach zwykle traktowana jest jako dodatek - ciąg pojedynków z pretekstową fabułką. W przypadku serii Mortal Kombat od czasu Mortal Kombat vs DC Universe to ważny element gry - pełen dobrze wyreżyserowanych cut scenek, z bogatą mitologią, bohaterami z ciekawymi historiami. Każda kolejna gra coraz bardziej się rozwijała. Story Mode w Mortal Kombat 11 to Avengers Endgame, czy Rise of Skywalker tej serii (ciekawe, że wszystkie te tytuły wyszły w tym samym roku) - wielka kulminacja zarówno ostatniej trylogii Mortal Kombat, jak i całego cyklu. To epicki event w którym wracają wszystkie najważniejsze postacie, każdy z nich dostaje rozliczenie na które fani czekali 10, czy nawet 20 lat. To wielki list miłosny do całego uniwersum Mortal Kombat i jego bohaterów. Fabuła łączy wszystko co najlepsze z Mortal Kombat 2011 i Mortal Kombat X. Mamy tutaj zarówno miejsce na zawirowania w czasie, alternatywnymi wymiarami, jak i na człowieczeństwo - bohaterowie starzeją się, zakładają rodziny, cierpią na PTSD, przechodzą przemianę. W tej części szczególnie mocno ten aspekt podkreślono, w momencie w którym starsi bohaterowie spotykają swoje młodsze wersje z czasów klasycznej trylogii. Wtedy najlepiej widać, jak te 20 lat odcisnęły na nich piętno, jaką drogę przeszli, jak zaskakująco dużo niuansów udało się tu wcisnąć. Jednocześnie story mode ma w sobie tonę bezpretensjonalności i humoru. Bohaterowie wchodzą w świetne interakcje między sobą, potrafią być zabawni, pełni pasji, ciepła - dla fana, który zna te postacie od wielu lat, było to niesamowite doświadczenie. Twórcy doskonale zrozumieli ten świat, bohaterów i dostarczyli podsumowanie, jakie fanie mogli tylko zażyczyć. Większość story modu to cut scenki, które są naprawdę długie, rozbudowane, ślicznie wyreżyserowane. Powiedziałbym wręcz, że gameplay przeszkadzał, służył bardziej jako motywacja do śledzenia dalszego ciągu fabuły. To moja absolutnie ulubiona kampania w serii Mortal Kombat. #MortalKombat, #nostalgia, #gry, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation4, #XboxOne, #NeatherRealm, #akcja, #MK11

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 6 (część 1) Teraz największa nowość - Mortal Kombat 11! Mortal Kombat X grało mi się bardzo dobrze, ale nie wciągnąłe na tak długo jak Mortal Kombat z 2011 roku. Bałem się, że może powoli wyrastam z bijatyk... Bynajmniej, Mortal Kombat 11 to ponownie ten sam zastrzyk ekscytację jaki miałem blisko 10 lat temu. Łączy wszystko co najlepsze z dwóch ostatnich części - mamy oldschool, kicz, bezpretensjonalność, czystą radochę z obijania facjat, ale także fajnie wpleciony system customizacji, wież czasów, wyzwań, oraz absurdalną ilość kontentu do odblokowania. Uwielbiam oprawę audiowizualną. Słyszałem narzekania na grafikę, że wygląda plastikowo, ale przecież to Mortal Kombat - klasyczne części, czy nawet filmy były przaśne, kolorowe, mało realistyczne. Wszystko idealnie pasuje do klimatu gry. Nie byłem fanem wyboru 3 stylów walki w Mortal Kombat X - tutaj mamy coś podobnego, ale tym razem sami projektujemy własny styl. Wybieramy, które specjalne ruchy mamy mieć przypisane - to bardzo fajny zabieg, bo często zdążali się wojownicy z 1-2 umiejętnościami z których nie korzystałem, albo nawet przeszkadzały mi. Teraz mogę dostosować każdego wojownika do moich preferencji. Podobnie jest z edytowaniem wyglądu. Każda postać ma dziesiątki strojów, kolorów, pojedynczych elementów garderoby do zmiany, animacji zwycięstwa, drwin - więcej niż ktokolwiek mógłby zażyczyć. Podobnie jak z specjalnymi ciosami - tym razem jeżeli nie jestem fanem designu jakiejś postaci, mogę go zwyczajnie zmienić. Bohaterowie są lepiej dobrani niż w X. Najciekawsze postacie zostały, najnudniejsze zniknęły, wrócili niektórzy klasyczni bohaterowie w klasycznym wydaniu. Postarano się aby każdy miał silny charakter. Każdy ma przypisany zestaw dialogów dostosowany do konkretnego przeciwnika przed walką - dlatego warto nie przewijać nie przewijać. O story modzie napiszę w osobnym poście, bo mam w tej kwestii sporo do powiedzenia. Ogólnie mówiąc, to świetny Mortal Kombat, taki jaki pragnąłem żeby był, dostarczający wciąż masy frajdy. #MortalKombat, #nostalgia, #gry, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation4, #XboxOne, #NeatherRealm, #akcja, #go

@szmyrgol.movie

Cholera, przez 80 minut wydawało mi się, że oglądam Mortal Kombat :( #Netflix, #CząstkiKobiety, #MortalKombat

@szmyrgol.movie

Retrospektywa cyklu Mortal Kombat - dzień 5 Mortal Kombat X, czyli bezpośrednia kontynuacja Mortal Kombat z 2011 roku, a jednocześnie lekki reboot Mortal Kombat 4. Z tą grą od początku miałem jakiś problem. To bardzo dobra bijatyka przedstawiająca nieco dojrzalsze podejście. Minimalistyczna, mroczniejsza estetyka, historia pokazująca świat Mortal Kombat 20 lat później - bohaterowie się zestarzała, powstało nowe pokolenie wojowników, poznajemy głębiej świat, politykę. Wszystko fajne, wielu bardzo przypadło takie podejście, ale nie czułem do końca Mortal Kombat, którego pokochałem. Zabrakło tego absurdu, kiczu i po prostu fanu. Grafika była śliczna, ale przeszkadzał mi wszechobecny mrok i szarość. Story mode znowu było rozbudowane i ładnie wyreżyserowane. Historia chociaż poruszała ciekawe wątki, brakowało mi w niej poczucia skali, rozmachu. Za dużo skupiono się na nowych bohaterach którzy w większości mnie nie interesowali, a za mało na tych które lubiłem. Wszystko niby było dobre, ale zawsze mógłbym się do czegoś przyczepić. Wszystko wydawało się mieć zastosowanie, świeże, solidnie zrealizowane, ale nie do końca w kierunku w jakim bym chciał. Nie lubiłem pomysłu z wyborem stylu walki, bo wydawał mi się to zbędną komplikacją. Irytowało mnie poruszanie się po krypcie w stylu dungeon crowlera. To też pierwszy Mortal, który za bardzo zaczął polegać na dlc. Pierwszy raz zagrałem w Mortal Kombat X na wolno stojącej konsoli w pubie i rozczarował mnie mały wybór wojowników. Coś mi mówiło, żeby na jakiś czas wstrzymać się z zakupem - i miałem rację! Co kilka miesięcy pojawiały się dlc z nowymi postaciami, skórkami, aż po jakimś roku wyszło wydanie kompletne pt Mortal Kombat XL i dopiero w takiej formie gra wydawała się mieć więcej sensu. A w dodatkach było sporo dobrego, szczególnie dla takiego fana horrorów jak ja! Jason Voorheese, Leatherface, Predator, Obcy. Nie byłem tak usatysfakcjonowany jak z poprzedniczki, ale to wciąż naprawdę dobra bijatyka, która pragnie się rozwijać, iść z duchem czasów. #MortalKombat, #nostalgia, #gry, #lata90, #dzieciństwo, #gra, #bijatyka, #Playstation4,  #XboxOne, #NeatherRealm, #akcja, #gore, #szmyrgol, #szmyrgolmovie